O Speyside mówi się, że jest owocowe, o Islay, że dymne, a co powiedzieć o Highlands? Tu zaczyna się problem, bo szkockie Góry to region rozciągnięty od okolic Glasgow po sam północny kraniec kraju, obejmujący i surowe wybrzeża, i wrzosowiska, i doliny w głębi lądu. Whisky highlands potrafi być delikatna jak poranek nad jeziorem i pełna dymu jak wieczór przy ognisku. To nie wada, tylko największy atut regionu: kto pozna Highlands, ten w zasadzie zna całą szkocką paletę smaków. Trzeba tylko wiedzieć, w którą stronę mapy patrzeć.
Highland czy highlander? Krótkie wyjaśnienie na start
Zanim ruszymy w teren, jedna uwaga porządkowa, bo w wyszukiwarkach regularnie pojawia się fraza „highlander whisky” albo nawet „highlander alkohol”. Highlander to po angielsku góral, mieszkaniec szkockich gór, i tak nazywał się też kultowy film z lat osiemdziesiątych, natomiast kategoria trunku nazywa się Highland single malt scotch whisky, od regionu Highlands. Jeśli więc szukasz „highlandera”, w sklepie pytaj o whisky z regionu Highland: sprzedawca zrozumie, a etykieta zawsze będzie nosić tę drugą nazwę.
Cztery strony świata, cztery charaktery
Najprościej poruszać się po regionie jak po kompasie. Północ to elegancja i owoce: z okolic miasteczka Tain pochodzi Glenmorangie, jeden z najdelikatniejszych single maltów Szkocji, z nutami cytrusów, brzoskwini i wanilii, a z wybrzeża dalej na północ Old Pulteney, w którym czuć morską bryzę i słoność. Wschód ciąży w stronę sherry i pełni: GlenDronach czy Glen Garioch dają whisky ciemne, korzenne, pełne suszonych owoców, bliższe stylowi Macallana niż lekkim speyside’om. Południe, graniczące z Lowlands, jest najłagodniejsze, z miodowym Aberfeldy i orzechowym Glengoyne na czele. A zachód i wybrzeża dorzucają to, czego wielu się po Highlands nie spodziewa: dym. Oban balansuje między owocami a torfem, a Ardmore w głębi lądu robi whisky wyraźnie dymną, choć łagodniejszą niż torfowe potwory z wyspy Islay.
Wniosek praktyczny jest taki, że napis Highlands na etykiecie mówi mniej niż w przypadku innych regionów, więc zawsze warto doczytać opis konkretnej butelki: typ beczki i wzmianka o dymie powiedzą Ci więcej niż sama nazwa regionu.
Whisky highlands a cena. Ile kosztuje wejście w region
Highlands ma tę zaletę, że oferuje sensowne butelki w każdym budżecie, choć wobec haseł typu „whisky highlands do 100 zł” trzeba zachować trzeźwość: pełnowymiarowe single malty z regionu schodzą poniżej stu złotych właściwie tylko przy promocjach na najmłodsze edycje. Realny, stały próg wejścia to okolice 140 do 200 zł, gdzie znajdziesz Glenmorangie Original, Aberfeldy 12 czy Glengoyne 10: trzy łagodne, przyjazne butelki, którymi nie sposób się zrazić.
W przedziale od 200 do 350 zł region robi się naprawdę ciekawy. Tu mieszkają GlenDronach 12 dla miłośników sherry, Oban 14 dla szukających nadmorskiego charakteru i mocniejsze edycje Glenmorangie z finiszami w beczkach po porto czy sauternes. Powyżej 350 zł zaczynają się starsze roczniki i limitowane wydania, w tym prestiżowe Dalmore, którego ceny rosną szybciej niż u konkurencji. Zasada znana z innych regionów obowiązuje i tu: najpierw ustal, czy Twoja strona kompasu to północna delikatność czy wschodnie sherry, a dopiero potem wydawaj poważne pieniądze.
Gdzie kupować highlands whisky
Rozmiar regionu oznacza, że w ofertach sklepów Highlands bywa workiem, do którego wpada wszystko, co nie zmieściło się gdzie indziej, a opisy potrafią być zdawkowe. Dlatego warto kupować tam, gdzie region jest porządnie wydzielony, butelki mają rzetelne opisy stylu i beczki, a pochodzenie każdej pozycji jest gwarantowane. Tak poukładaną półkę znajdziesz na przykład w kategorii highlands whisky w warszawskim Fine Spirits, gdzie obok klasyków na start stoją edycje sherry, butelki nadmorskie i propozycje prezentowe, a doradcy pomogą trafić w styl i budżet.
Przy zakupie zwróć uwagę na trzy rzeczy: pełne oznaczenie Highland single malt scotch whisky na etykiecie, informację o typie beczki oraz cenę na tle rynku. Znana butelka wyraźnie tańsza niż wszędzie indziej to w tej kategorii sygnał ostrzegawczy, nie okazja.
Plan na pierwsze trzy butelki
Na koniec konkretny plan degustacyjny. Zacznij od północy i Glenmorangie Original: to najbezpieczniejszy punkt wejścia w cały region. Drugim krokiem niech będzie wschód i GlenDronach 12, żeby poczuć, co beczka po sherry robi z góralskim charakterem. Na trzeci raz weź Oban 14 albo Ardmore Legacy i sprawdź, jak smakuje highlandzki dym. Trzy butelki, trzy strony kompasu i pełniejszy obraz szkockiej whisky, niż daje niejeden droższy zestaw. A która strona wygra u Ciebie, tego nie przewidzi żaden ranking: to trzeba po prostu sprawdzić w kieliszku.






