Jameson Whiskey Caskmates Stout Edition to klasyczna whiskey Jameson czyli mieszanka whiskey pot still i grain. Wyróżnia ją jednak fakt, że finishowana była w beczkach po piwie typu stout.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Sama idea powstania serii „Caskmates” była niezwykle prosta, ponieważ browar Franciscan Well mieszczący się w hrabstwie Cork wypożyczył od destylarni beczki do leżakowania swoich piw. Kiedy beczki wróciły z browaru, zostały ponownie wykorzystane do finishowania whiskey. Beczki, których ścianki były świeżo nasiąknięte dobrym irlandzkim stoutem oddały do whisky to co najlepsze.

Początki marki Jameson sięgają roku 1780 kiedy to John Jameson przybył z rodzinnej Szkocji do Dublina gdzie na Bow Street rozpoczął swoją karierę. Najpierw jako dyrektor destylarnii, a od roku 1805 stał się jej właścicielem i założył  spółkę John Jameson i Syn.
Mottem rodziny Jamesonów jest słynne „Sine Metu”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „Bez strachu”. Słowa te do dzisiaj odnaleźć można na każdej butelce Jameson Whiskey.
Destylarnię na Bow Street zamknięto w roku, dlatego obecnie produkcja whsikey Jameson odbywa się w hrabstwie Cork w desytlarni New Midleton.

Jak zatem smakuje irlandzka whiskey Jameson Caskmates Stout Edition? Na to pytanie tradycyjnie postarałem się odpowiedzieć w formie noty degustacyjnej, którą zamieszczam poniżej.

Informacje Podstawowe

Nazwa: Jameson Caskmates Stout Edition
Kraj pochodzenia: Irlandia
Zawartość alkoholu:  40%
Gatunek: Irish Blended Whiskey
Destylarnia: Midleton Distillery
Cena: ok. 90zł / 0,7l

Nota Degustacyjna

Oko: Butelka o charakterystycznym kształcie dla podstawowych wypustów tej marki wykonana z zielonego szkła. Czarna etykieta z kremowymi napisami. Całość prezentuje się bardzo przyjemnie dla oka. Po nalaniu do kieliszka – whiskey przejrzysta i idealnie klarowna o złoto-bursztynowej barwie.

Nos: Kurczaki… No bardzo przyjemnie to pachnie. Najprościej byłoby określić to jako pomieszanie ciemnego piwa z whiskey. W szczegółach jest sporo ciemnego pieczywa, toffi i miodu. Całość podkreślona jest delikatnie nutami kawy i korzennych przypraw. W pustym kieliszku kiedy tlen już mocno podziałał wyczuć można jeszcze nieco nut trawiastych i orzechów. Mi osobiście bardzo kojarzy się z klimatem Świąt Bożego Narodzenia, ale to bardzo subiektywne odczucie.

Smak: Niczego specjalnie nie urywa, ale bez wątpienia smak jest przyjemny. Można przyczepić się do średnio ukrytego alkoholu, ale jak dla mnie przyjemne nuty mlecznej czekolady, kawy z mlekiem, wanilii oraz konkretna słodowość pozwalają o tym zapomnieć. W drinku czy cocktailu na pewno się sprawdzi, solo czy na lodzie również nie pozostawia po sobie złych wspomnień, ale na pewno nie jest to pozycja stworzona z myślą o specjalistycznym degustowaniu. Ma być miło i przyjemnie, i dokładnie tak jest.

Finish: Po przełknięciu przyjemnie rozgrzewająca. W ustach pozostaje posmak kawy i krówek ciągutek. Po każdym kieliszku chodziły za mną ciągle te krówki, więc jak ktoś jest na diecie to radzę uważać 😉

Podziel się swoją opinią w komentarzu! Jeśli masz jakieś propozycje – nie krępuj się, pisz!