Procesy czarownic to czarna karta w dziejach kościoła i ludzkości. Niejednokrotnie oskarżenia o czary były wyrazem ludzkiej złośliwości, często również kobiety na mękach złamane psychiczne oskarżały inne kobiety o magię, aby ulżyć sobie w mękach. Mało kto jednak wie, że w Polsce i całej Europie całkiem sporą rolę w procesach czarownic odegrało piwo!

Polowania na czarownice rozpoczęły się w zachodniej Europie. W kulturze popularnej utrwalił się wizerunek czarownicy w obskurnej norze nad paleniskiem z wielkim garnkiem w którym warzyła swoje mikstury. Palenisko, wielki gar, warzenie – brzmi znajomo? Otóż nie są to przypadkowe podobieństwa do produkcji piwa. W średniowieczu najlepsze piwa produkowali zakonnicy. Związane było to z dostępnością najlepszej jakości składników, faktem że potrafili uprawiać i pielęgnować chmiel, oraz dbali oni o czystość zarówno narzędzi jak i całego procesu warzenia piwa. Nie wszędzie jednak chmiel w okresie średniowiecza był dostępny, a nawet legalny. Powszechnie stosowanym zamiennikiem chmielu był tzw. Grut czyli mieszanka ziół i innych składników, które miały dostarczać do wywaru odpowiedniej goryczy. Do powszechnych praktyk należało dodawanie do Grutu wszelkiego rodzaju wątpliwej jakości składników, m.in. korzonków dzikich roślin, głogu, kory dębowej, liści wawrzynu, rajskich jabłek, kminu, korzeni sosny itp. Niektóre ze składników były po prostu trujące. Często więc zdarzało się, że po spożyciu takiego „Piwa” umierało kilka lub kilkanaście osób, wtedy też szukano winnego i zazwyczaj szybko znajdowano podejrzaną „Wiedźmę”.

1555 r. Palenie czarownic w Regenstein. Obrazek z druku ulotnego z połowy XVI wieku wydany w Norymberdze

Później szło już z górki. Podejrzana poddawana była szeregowi prób, oraz tortur fizycznych i psychicznych, podczas których po dłuższym lub krótszym czasie nawet najsilniejsze z oskarżonych traciły siłę woli i przyznawały się do zarzucanych im czynów, często również mamione wizją łagodniejszej kary wyjawiały imiona swoich domniemanych „wspólniczek”. Tak czy inaczej kobieta oskarżona o czary prawie zawsze kończyła swój żywot. Były oczywiście przypadki uniewinnienia, a nawet przypadek w którym kat zakochał się w skazanej i nie wykonał egzekucji jednak były to naprawdę marginalne sytuacje.

Poza warzeniem trującego piwa czarownice oskarżane były o psucie piwa. W Polsce pierwsza kobieta spalona na stosie w konsekwencji procesu o uprawianie magii i kontakty z diabłem oskarżona była właśnie o psucie piwa. Egzekucja miała miejsce w 1511 roku w Chwaliszewie. Nie znamy niestety imienia oskarżonej, jednak cała historia zaczęła się od tego, że z Chwaliszewa, który był prężnym ośrodkiem piwowarskim, przywieziono do Poznania partię zepsutego piwa – prawdopodobnie zostało zakażone brudną beczką lub podczas warzenia. Na nieszczęście w karczmie bez oporów sprzedano całą zawartość beczki, przez co wiele osób doznało zatrucia – czy ktoś zmarł? Tego nie wiadomo.
Rozpoczęło się więc poszukiwanie winnego. Poszukiwania nie trwały długo, a całą winę zrzucono na miejscową zielarkę, którą czekał pokazowy proces i szybka, acz bardzo bolesna egzekucja przez spalenie na stosie. Zapiski w kronikach z tamtych rejonów w późniejszych latach wspominają o kolejnych podobnych przypadkach, ale niestety nie są one, aż tak dobrze udokumentowane.

Źródło: www.neatorama.com

Ciekawym i bardzo dobrze udokumentowanym jest przypadek Reginy ze Stawiszyna oskarżonej również o psucie piwa. W ocalałych zapiskach z procesu doszukać możemy się nawet dokładnego opisu rytuału, dzięki któremu miała rzucić urok. Wyglądał on następująco. Musiała ona zebrać piasek z cmentarza, a następnie wrzucić go do sieni osoby na którą rzucała urok. Podczas całego rytuału miała wypowiadać zaklęcie „Aby się tak piwo sprzykrzekło ludziom jako umarły żywym”. Kapłan nakazał jej odczynić zły krok co zrobiła przez zerwanie ziela o żółtych kwiatach i odprawieniu modłów.

Jednym z miejsc w Polsce, gdzie odbyło się najwięcej procesów o czary była Bochnia. Tam również doszukać możemy się zapisków o procesie związanym z piwem. Oskarżenie dotyczyło szynkarki Smokowej, która miała wysłać swojego syna do sąsiedniej gospody po dzban piwa. Miała nim oblać szyld konkurencyjnej gospody, co konkurencja odebrała jako próbę rzucenia uroku. Na szczęście jest to jeden z tych wspomnianych wyjątków, kiedy podczas procesu uznano kobietę za niewinną, ponieważ tłumaczyła się jakoby piwo, po które posłała syna miało być przeznaczone do sprzedaży, bo jej własne zepsuło się. Twierdziła również, że szyld konkurencji oblała wodą święconą w podzięce za ratunek – widocznie w Bochni na status czarownicy trzeba było sobie poważnie zasłużyć.

Piwo w dawnej Bochni Źródło: bochenskiedzieje.pl

Z jednej strony ludzie wierzyli w czary, ponieważ nie rozumieli wielu naturalnych procesów zachodzących w przyrodzie, a higiena i medycyna były dopiero na początku drogi do obecnego poziomu. Zagłębiając się jednak w zapiski związane z procesami czarownic doszukać możemy się również opisów ‘magicznych’ rytuałów, które miały polegać na wzywaniu świętych, czy nawet rzucaniu uroków „W imię Ojca, Syna i Ducha Św.” Niestety takie zeznania nie chroniły podejrzanej przed śmiercią w męczarniach.

Podziel się swoją opinią w komentarzu! Jeśli masz jakieś propozycje – nie krępuj się, pisz!