ASAP czyli American Amber Ale z browaru Marcel niedawno wylądowało w mojej piwniczce, a dzisiaj przyszła kolej na degustację. Piwa te łączą w sobie karmelową słodycz z cytrusowo – kwiatowym aromatem amerykańskich chmieli. American Amber Ale ma orzeźwiać i dawać potężnego chmielowego kopniaka.

Browar Marcel bez wątpienia dołożył wszelkich starań, żeby etykieta piwa przyciągała wzrok. W Internecie bardzo popularne są grafiki Ilony Myszkowskiej z chatolandia.pl na której to stronie publikuje przezabawne i wciągające komiksowe scenki i to właśnie pani Ilona opracowała etykiety piw browaru Marcel. Dla mnie z punktu widzenia konsumenta takie posunięcie to strzał w dziesiątkę!

Wróćmy jednak do piwa. Kilka dni temu opisując Saison na Madagaskar z browaru Amber rozpływałem się nad intensywnością aromatu. Jednak będę musiał zmienić plakietkę na pozycji lidera. Po otwarciu butelki powitał mnie potężny aromat cytrusów, żywicy, chleba i karmelu. Bosko – a to tylko aromat wyczuwalny z butelki. Po przelaniu do szkła jest jeszcze lepiej.
Piwo produkowane w małych browarach – w tym przypadku w Szczyrzyckim mini browarze Marysia – przez ludzi z pasją potrafi naprawdę pozytywnie zaskoczyć.

Tyle słowem wstępu, poniżej znajduje się nota degustacyjna, w której najlepiej jak potrafię postarałem się opisać co oferuje nam ASAP z browaru Marcel.

 

Informacje podstawowe

Nazwa: ASAP
Browar: Browar Marcel
Styl: American Amber Ale
Ekstrakt: 14% wag.
Alkohol: 5,6% obj.
Goryczka: 40 IBU

Nota degustacyjna

Oko: Zgodnie z nazwą stylu piwo ma intensywnie bursztynową barwą. Na początku wspomniałem, że piwo stało ponad tydzień w piwniczce, ponieważ jest ono niefiltrowane, a podczas przewożenia wszelkie osady zazwyczaj są zmącone. Po tych kilku dniach odpoczynku osady osiadły na dnie tworząc niewielką, ale zbitą warstwę. Przez to piwo było klarowne i przejrzyste.
Piana: Piana jest średnio trwała, zbudowana ze średniej wielkości pęcherzyków. Nie jest to nic nowego dla piw z IBU powyżej 40. Piana opadając pozostawia na ściankach bardzo ładny lacing.
Nos: Tak jak napisałem wcześniej – aromat powala na kolana. Intensywny aromat cytrusowo – żywiczny połączony z aromatem miodu kwiatowego i karmelu. W tle wyczuć można przyjemny zapach domowego chleba. Nie jest to może najbardziej rozbudowany aromat jaki o tej pory spotkałem, ale jest na pewno adekwatny do stylu i bardzo satysfakcjonujący.
Smak: Patrząc na barwę piwa i analizując aromat spodziewałem się, że piwo może być ciężkie i mulące. Nic jednak bardziej mylnego. Jest treściwe, jednak wytrawna goryczka i cytrusowa kwasowość przesunięta w stronę grapefruita sprawia, że jest niesamowicie orzeźwiające. Lekka słodycz całkiem przyjemnie kontruje gorycz sprawiając, że nie jest ona zalegająca. Co prawda goryczka wygląda na nieco  więcej niż 40 IBU, ale dla osób ceniących amerykańskie style piwne będzie to tylko na plus.
Widać, że w jego uwarzenie włożona naprawdę dużo pracy i serca! Naprawdę warto spróbować!